LOADING

Dawno nie byłem w lesie

Dawno nie byłem w lesie. Jakoś nie było okazji, a to robota jakaś pilnie do zrobienia, a to w budzie siedziałem na zamarzniętej łące, a to pogoda nie taka. W ogóle same wykręty. To dziwne, bo przecież jak już się wybiorę do lasu to nie ma nic, co lubiłbym bardziej. Uwielbiam łazić po zwierzęcych ścieżkach, przeprawiać się przez strumyki i bagienka, śledzić ślady zwierząt i odtwarzać ich wędrówki. Z uwielbieniem patrzę na zdeptaną, gliniastą ziemię przy zbiornikach wodnych. Tylko wybrać się najtrudniej. Dzisiaj się udało, choć przypadkiem.

Pogoda taka, że psa by nie wygonił. Zresztą nasze psy siedziały zamknięte na werandzie. Niestety podjechał listonosz i musiałem wyjść, żeby odebrać przesyłkę. Wbiłem się w gumofilce i moją nieprzemakalną kurtkę wojskową i poszedłem. Przy bramie stwierdziliśmy z listonoszem, że chyba następnym razem to on już nie dojedzie. Droga to koszmar z moich najgorszych snów. Błoto, błoto i jeszcze raz błoto. Jak na Polesiu w czterdziestym pierwszym 🙂 Poszedłem sprawdzić jak dalej. W stronę wsi jeszcze gorzej. Katastrofa!

Jak już byłem na dworze i tak dzielnie wałęsałem się w deszczu/śniegu, to poszedłem też zobaczyć czy buraki dla dzików znikają. No i mnie wciągnęło. Krok po kroku poszedłem w las. A to znalazłem stołówkę łosi. 300 metrów od domu, a to ślady dzików i jeleni. Poszedłem za tropem i natknąłem się na sarny. Siedziałem w milczeniu, a one spokojnie sobie jadły 20 metrów ode mnie. Balsam dla duszy. Potem jeszcze dwie godziny łaziłem wśród drzew, aż zmęczony ale szczęśliwy wróciłem do domu.

Czasem warto wybrać się bez aparatu. Jakoś lepiej odczuwa się las.

    Front robót na 2017 już gotowy

  Takie wzory to tylko bobrze ząbki potrafią wyrzeźbić

 Świeża kupa łosia. Jeszcze cieplutka 😉

LEAVE A REPLY