LOADING

Niezapomniane spotkanie

20 kwietnia 2017

Na wiosnę jest coraz więcej tematów. Natura się budzi i wszystko aż garnie sie do życia. Na Święta na wsi zapada spokój i można pójść na dłużej do lasu. Co prawda ja przyniosłem z niego 20, a Iga 50 kleszczy ale to żadna cena za siłę, którą się czerpie z transcendencji przyrody. Wyprawy były niespecjalnie udane fotograficznie (trudno coś “ustrzelić” w środku dnia) ale za to owocne przyrodniczo. Znalazłem czynne gniazda myszołowa, żurawi, błotniaka i puszczyka. Spotkałem jelenie, sarny i znalazłem dwie nory lisa – ciekawe czy czynne, było po deszczu i trudno się wtedy zorientować czy piasek jest świeży.

U puszczyków założyliśmy z Igą fotopułapkę własnej konstrukcji (przy poradach Marcina Kostrzyńskiego), z którą było trochę kłopotów. Najpierw bardzo długo czekałem na elementy z Chin (czujnik ruchu, światła, latarnia podczerwona, kamera i wododporne konektory do kabli), potem część nie przyszła (konektory), bo jak się okazało ich nie zamówiłem, część przyszła niepotrzebnie (czujnik zmierzchu), a część nie taka (kamera nie filmuje w nocy i nie nagrywa automatycznie wraz z włączeniem zasilania, co eliminuje ją jako fotopułapkę). Musiałem na szybko dopasować moją kamerę samolotową i zrezygnować z filmowania w nocy. Zamówiłem dodatkowo rekordery samochodowe, które mają funkcję automatycznego nagrywania i powinny widzieć lepiej światło podczerwone. Jak to będzie to się okaże gdy przyjdą. Tak czy tak, mam nadzieję, że moja konstrukcja choć częściowo się sprawdzi i nagram scenę przynoszenia pokarmu samicy przez samca, a jak się poszczęści, to może i pierwsze wyglądnięcia na szeroki świat młodych puszczyków. Sam za siebie trzymam kciuki!

Ale miało być o spotkaniu. Otóż któregoś pięknego, acz mroźnego wieczoru, wybrałem się popodglądać z aparatem nasze borsuki. Wiedziałem, że one są raczej nocne marki ale trzeba próbować. Posiedziałem zatem dwie godziny w przeraźliwym zimnie i z kwitkiem odszedłem po zachodzie słońca. Było jednak jeszcze na tyle widno, że wychodząc z lasu zauważyłem na naszej łące (teraz praktycznie bagnie) żerującego spokojnie w ostatnich promieniach dnia żurawia. Rozłożyłem statyw, przytuliłem się do drzewa i zrobiłem kilka fajnych zdjęć. Potem żuraw zniknął w olsie, gdzie ma prawdopodobnie gniazdo. Ja zacząłem zbierać sprzęt. Wstałem, z rozmachem poskładałem nogi statywu, zabezpieczyłem przymocowany do niego aparat z teleobiektywem i odwróciłem się, żeby pomaszerować wreszcie do domu. W momencie, gdy się odwracałem uderzył mnie niespodziewany widok. Oto wprost na mnie pedzą wzdłuż lasu, wyraźnie zaniepokojone, trzy łosie. Łosie nie galopują tylko biegną takim długim kłusem, który może wydawać się komiczny ale z bliska jest po pierwsze bardzo szybki, a po drugie jakby wzmaga wrażenie ich pośpiechu.

Powiem, że to nie jest fajne uczucie gdy stoisz na drodze trzech wielkich zwierzaków (klępa ma w kłębie grubo ponad mój wzrost – 178 cm). Biegła klępa i dwa młode, jeden roczniak i jeden dwulatek. W pierwszym momencie skoczyło mi ciśnienie i chciałem zwiewać ale za chwilę się opanowałem, bo zobaczyłem, że łosie albo mnie kompletnie ignorują albo  też wcale nie widzą, a to co wydawało się kursem kolizyjnym w rzeczywistości jednak omija mnie o jakieś 10 – 15 m. Szybko rozłożyłem więc na powrót statyw i pstrykałem klatka za klatką. Zwierzęta minęły mnie i wbiegły na naszą łąkę-bagno, po  której przepruły prawie nie zwalniając (ja brodzę tam do pół uda w wodzie), a następnie wróciły do lasu. Pozostała po nich cisza, spieniony ślad na wodzie i ja ze wspomnieniem, które na długo mnie nie opuści. Chyba nigdy nie byłem tak blisko dzikiego łosia (nasze nie są tak przyjazne jak biebrzańskie).

Zdjęcia były zrobione około 20:00 czyli po zachodzie, przy dużym ISO i na dodatek od tyłu, bo jak się rozłożyłem, to już mnie minęły. Za to właśnie wtedy zaczął padać śnieg i wyszło dość malowniczo http://lukaszfijalkowski.pl/kopytne/#.

P.S. Jakby co, to zdjęcie żurawia jest w galerii “Ptaki/żurawiowe…”

LEAVE A REPLY