LOADING

Powrót króla

Wczoraj zbierałem efekty konsekwentnego dokarmiania drapoli. W czwartek w nocy przyjechałem na Mazury i postanowiłem w piątek wpaść do czatowni na łące. Ponieważ o 12:00 miałem umówione “telefoniczne spotkanie” nie mogłem wybrać się wcześniej niż o 14:00. Tak też się stało. Edyta odprowadziła mnie do budy i poszła do sąsiadów. Ja nastawiłem się na zasiadkę do zmroku, wziąłem wygodne krzesło, tablet i zapadłem w stupor. Okazuje się, że mój gość ma podobne do moich zwyczaje i nie lubi wstawać rano. Około 15:00 usłyszałem nad sobą łopot i z nieba sfrunął on, król, stary bielik. Bez wahania usiadł na łące około 20 m ode mnie. Aż mnie zatkało, bo zwykle bieliki są bardzo ostrożne. Siedzą na drzewie po 3-4 godziny zanim zdecydują się przysiąść w pobliżu jedzenia, a i to zwykle dzieje się etapami. Najpierw daleko, potem spacerkiem w stronę żarcia. Często zrywają się i wracają na drzewo, by jeszcze trochę poobserwować. Bardzo często przy padlinie siadają dopiero tuż przed zmrokiem. Na ogół do jedzenia wabią je kruki.

Tym jednak razem wszystko było na opak. Żadnych kruków, brak zastanawiania się i obserwacji na pobliskim drzewie (często wcale nie w pierwszym rzędzie), nie było też zwykłej bielikowej nieśmiałości. Po prostu szuuuuu i znad głowy wychynął cień, który z szelestem wylądował tuż przed czatownią. Był majestatyczny. Zapewne około 10 letni, bo miał już pięknie wybarwioną, białą głowę. Chwilę posiedział i zaraz zerwał się jednak i pofrunął na drzewo. Po pół godzinie był z powrotem. Nasza łąka jeszcze niedawno była całkiem zamarznięta ale teraz już bardziej przypomina staw, więc ptak przysiadł na kępie trawy i zaczął się rozglądać. Potem przeskoczył na padlinę i troszkę się pożywił, nie za długo, bo następnie przefrunął na kolejną kępę i zaczął pić. Pierwszy raz widziałem bielika na wodzie, pierwszy raz z tak bliska i pierwszy raz kiedy pił. Nakręciłem nawet filmik. Jest tutaj, jako pierwszy: http://lukaszfijalkowski.pl/wideo

Ptak siedział przed budą ponad dwadzieścia minut. Ugasił pragnienie machnął mocarnymi skrzydłami i majestatycznie, nisko nad ziemią poszybował w poszukiwaniu przygód, a ja zostałem ze wspomnieniem i paroma fotografiami.

LEAVE A REPLY