LOADING

Rudy przyjaciel

Link do galerii

Wieś zmienia oblicze. Są już jaskółki, jerzyki, z lasu wrzeszczy wilga, kwitnie czeremcha i pachnie tak, że aż w głowie się kręci. Obserwowane przeze mnie młode puszczyki opuściły już rodzinną dziuplę. Dookoła domu wiosenny, ptasi harmider. Krętogłów codziennie przypomina, że to  nie nasz teren, tylko jego. Wrzuciłem trochę zdjęć do galerii “Kopytne”, “Kraskowe/Dzięcioły” i “Wróblowe”.

Znalazłem nawet gniazdo orlika i zgłosiłem gdzie trzeba. Dzięki temu będzie można kawałek naszego  lasu objąć strefą ochronną. Pomożemy i orlikom i innym stworzeniom. Niech sobie mieszkają w ciszy i spokoju.

Wczoraj musiałem jechać do Warszawy ale jeszcze przedtem postanowiłem skoczyć do lasu, żeby zmienić miejsce fotopułapki. Jestem trochę zaniepookojony, bo ostatnie nagrania nie chcą mi się otwierać, choć system pokazuję odpowiednią liczbę bitów czy bajtów. Martwi mnie to, bo jest tam nagrana cała saga tegorocznych puszczyków, ich pierwsze spojrzenia na szeroki świat, a nawet skok w nieznane. Bardzo byłbym niepocieszony, gdyby to mi znikło 🙁

Niemniej znów zastawiłem fotopułapkę (własnej konstrukcji) i trzeba było zmienić jej miejsce. Wyszedłem z domu, zawsze z aparatem i nie uszedłem 100 metrów gdy w trawie coś się zaczerwieniło. Pierwsza myśl była taka, że to Szogun ale zaraz skonstatowałem, że jak wychodziłem to spał smacznie na werandzie. Znaczy, to musi być lis. Klapnąłem więc szybko na ziemię i wykalkulowałem, że jak się nie będę ruszał to pojawi mi się nad stawem. Dla lepszego kąta położyłem się na ziemi, szkoda, że w pokrzywy - za to zdrowo. Lisek jednak nie wyszedł tam gdzie chciałem. Podniosłem się zatem i zobaczyłem go w mniszkach pod drzewem. To ja znów bach na ziemię, tym razem przezornie już na siedząco i tak czekałem. Przyszedł. Zobaczył mnie z daleka ale podszedł na 3 metry. Usiadł naprzeciw mnie i patrzył. Ja robiłem zdjęcia lecz z tego dystansu w kadrze ledwie mieściła się jego głowa. Byłem bardzo podekscytowany. Nigdy jeszcze żadne dzikie zwierzę nie podeszło do mnie świadomie tak blisko. Lisek był chyba młody, choć już dorosły. Nieduży.

Po chwili opuściłem aparat, a on nadal siedział przy mnie i patrzył, a ja na niego. Posiedzieliśmy tak dłuższą chwilę i czułem się wtedy najszczęśliwszym człowiekiem pod słońcem. Byłem bardzo poodekscytowany - nawet jak to piszę, to serce szybciej mi bije! Po pewnym czasie lisek zaczął się kręcić, upolował sobie żabę i ją zjadł. Wyglądało na to, że mnie zaakceptował. Wtedy wpadłem na genialny pomysł, że powinienem nagrać go telefonem, bo przecież nikt mi nie uwierzy na słowo. Tak też zrobiłem. Wyciągnąłem telefon i drżącymi rękami filmowałem aż rozszczekał się któryś z naszych walecznych psów i lisek postanowił taktycznie się wycofać. Byłem zachwycony, do momentu, kiedy zdałem sobie sprawę, że owszem włączyłem kamerę ale z wrażenia nie nacisnąłem przycisku nagrywania. Trudno. Za to co zostało w mojej głowie i duszy pozostanie tam na zawsze. Mam nadzieję, że lisek znów przyjdzie.

Bóg na pewno jest obecny w naturze. Widziałem Go wczoraj.

LEAVE A REPLY