LOADING

Spotkanie na polach

15 lutego 2017

Dzisiaj pięknie zacząłem dzień. Iga namówiła mnie, żebym pojechał i spróbował namierzyć uszatkę błotną. Pomimo pewnych trudności (musiałem iść do pracy) zwlokłem się i pojechałem. Jadąc przeklinałem wychodzące słońce. Była godzina 8:00 i obawiałem się, że stworzy efekt przepalenia i zdjęcia będą nieciekawe. Ostatnio doceniam pochmurne dni, kiedy to światło jest łagodne i zdjęcia wychodzą nostalgicznie i aksamitnie. Po dotarciu na miejsce stwierdziłem, że jest piękna pogoda, bo nadeszła mgła. Światło było cudowne, tylko że widoczność spadła niestety do jakichś 20 metrów. Wspólnie z kompanem, który przyjechał na uszatkę aż z Olkusza, łaziliśmy tam i z powrotem ale niestety nic nie było widać. Przemknął nam zimorodek, a w oddali na chwilę pokazały się górniczki. Nie było sensu chodzić i marznąć (-7 stopni, a ja nie wziąłem nawet ubrania z Mazur, więc byłem w dżinsach) zatem wróciliśmy do samochodów. Nie lubię siedzieć bez sensu, postanowiłem więc podjechać kilkaset metrów do opuszczonego budynku, gdzie ponoć nasza uszatka miewa bazę noclegową. Kompan mój wolał pozostać na miejscu i czekać na podniesienie się mgły.

Bez rozwodzenia się, miałem szczęście, bo właśnie tam gdzie pojechałem natknąłem się na moją sowę. Co tu dużo gadać. Jest to sowia miss! Piękność nad pięknościami! A jaka towarzyska! Dała do siebie podejść na 9 metrów. Popozowała i odleciała ale wrażenia zostaną na długo.

Tutaj więcej zdjęć:  http://lukaszfijalkowski.pl/sowy/

LEAVE A REPLY